~Sherlock...
Widzę jakąś postać. Jest ukryta jakby za mgłą. Gdzie ja jestem?
~Sherlock...
Postać znika, aby pojawić się tuż za mną.
~Mam dla ciebie wiadomość, Sherlock.
Próbuje dojrzeć twarz dziwnej istoty. Na pewno nie jest człowiekiem. Mgła utrudnia mi zadanie.
~Spokojnie, Sherlock.
Wtedy zdaje sobie sprawę, że mój oddech jest przyśpieszony, serce bije bardzo szybko.
~Posłuchaj mnie teraz uważnie. To co ci za chwilę powiem, zaważy na twoim życiu.
Chwila... ta postać ma... skrzydła! Białe skrzydła... Co się ze mną dzieje...?
~Sherlock!
Moje oczy natychmiast zwróciły się w miejsce w którym prawdopodobnie znajdowała się ukryta twarz.
~Sherlocku, musisz wiedzieć, że każdy posiada swojego anioła.
Anioły? Gdybym jeszcze wierzył w takie rzeczy...
~Twój anioł niebawem cię odszuka.
Zmarszczyłem brwi.
~Pojawi się jasny anioł, który odkupi twoją duszę, lub pchnie ją w ciemność. Będzie to zależało jedynie od ciebie...
Szczerze w to wątpie.
-To wszystko?- pytam znudzony.
W mojej głowie rozbrzmiewa głos.
~Widzę, że uwierzysz dopiero, gdy ujrzysz go na własne oczy...
Mgła zagęszcza się. Słyszę trzepot skrzydeł. Anioł, tak, myślę że to mógł być anioł, znika. Z góry powoli zlatuje, prosto w moje ręce białe pióro.
***
Budzę się, ciężko oddychając. Już któryś raz śni mi się to samo.
Anioły, anioły.
Ugh, uspokój się.
Powoli, bardzo powoli zaczynam wierzyć w swoje sny. Jest ze mną coraz gorzej. Do tego jeszcze nie mam żadnej ciekawej sprawy.
Może dzisiaj będzie lepiej? Przed południem ma zjawić się tutaj mój nowy współlokator... lub współlokatorka. Wiadomo, że nikt nie zastąpi Johna, ale jeśli ta osoba wykaże jakiekolwiek pokłady inteligencji, to może będę mógł chociaż z kimś porozmawiać.
Zerknąłem na zegar. Była dokładnie 4.44. Za każdym razem, gdy kończył się sen z aniołem była dokładnie ta godzina. Podniosłem się do pozycji siedzącej i odgarnąłem ręką włosy z czoła. Dookoła panowała niczym niezmącona cisza. Słyszałem jedynie swój stopniowo uspokajający się oddech. Nie było sensu siedzieć w łóżku, więc poszedłem się ubrać, a następnie doprowadzić się do ładu. Stanąłem przed lustrem w łazience i wziąłszy grzebień do ręki zawzięcie próbowałem rozczesać włosy. Gdy jakimś cudem mi się udało, mimowolnie pomyślałem o śniadaniu. Odgoniłem od siebie tą myśl. Przecież jadłem kilka dni temu. Umyłem zęby, poprawiłem koszulę i udałem się do salonu by usiąść w swoim fotelu, spojrzeć smutnym wzrokiem na fotel Johna, chwycić skrzypce i grając, pogrążyć się w myślach o aniołach.
***
-Dzień dobry, aniołku.
To była pierwsza rzecz jaką usłyszałam po przebudzeniu. Mrugnęłam kilka razy i spojrzałam na Draco, który uśmiechał się niepewnie.
- Dzień dobry.- odpowiedziałam. - Która godzina?
-Jest po 10.- powiedział, przeczesując palcami swoje jasne włosy. -Spokojnie, zdążysz. Zrobiłem ci śniadanie.
Wskazał ręką na stojący nieopodal stolik.
-Dziękuję.- odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Przeciągnęłam się i poszłam ubrać. Gdy wróciłam, Draco siedział przy stole z rękami złożonymi pod brodą.
Usiadłam obok niego i zaczęłam jeść.
-Przykro mi, że nie możesz mieszkać ze mną.- powiedział zawiedzionym głosem.
- Przecież nie masz na to wpływu. Nic się nie dzieje.- uśmiechnęłam się blado i przykryłam jego dłoń swoją.
Spojrzał mi w oczy.
-Miejmy nadzieję, że twój współlokator będzie miły.- powiedział cicho.
-Miejmy nadzieję.
Dokończyłam śniadanie, naszykowałam się i ruszyłam pod wskazany adres, na Baker Street.
***
Około godziny 11 z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek. To zapewne moja współlokatorka. Nie miałem ochoty ruszać się z fotela. Pani Hudson pewnie ją wpuści. Gdy usłyszałem głosy na schodach, przestałem grać.
Spraw dobre wrażenie - usłyszałem w głowie głos Johna.
Potarłem delikatnie skroń.
W tej chwili do środka weszła pani Hudson i jasnowłosa dziewczyna.
-Dzień dobry, panie Holmes.- przywitała się i posłała mi delikatny uśmiech.
-Dzień dobry. Proszę mówić mi Sherlock.- wstałem i podałem jej rękę.
Przyjrzałem jej się dokładnie. Miała anemiczny wygląd, była wychudzona. Pod jej oczami widniały jasnofioletowe sińce, których zbytnio nie starała się ukryć, choć starannie się umalowała. Ubrana była w dosyć drogie rzeczy, ale nie należała do ludzi szczególnie zamożnych. Ubrania kupił jej ktoś inny. Być może była w związku z kimś bogatym. Ale skoro tak, to dlaczego szuka współlokatora? Hmm...
Średni wzrost. Była ode mnie niższa. Miała niezwykle jasne włosy... chyba już gdzieś widziałem ten kolor.
Zapewne wyglądałem na zamyślonego dłuższy czas, bo gdy uspokoiłem myśli, dziewczyna niespokojnie na mnie patrzyła. Zreflektowałem się.
-Przepraszam, zamyśliłem się. Niech pani usiądzie.- wskazałem na fotel na którym tak niedawno siedział mój przyjaciel. Sam też usiadłem.
-Mów mi Devon.- powiedziała i posłusznie usiadła. Rozejrzała się dookoła i przygładziła swoją grzywkę sięgającą brwi.
-Podoba mi się. Przytulnie tutaj.- spojrzała na mnie i niepewnie się uśmiechnęła.
-Rozumiem, że się wprowadzasz?- zapytałem obojętnym tonem.
-Tak.- odparła. -Muszę tylko pojechać po swoje rzeczy. Założyła nogę na nogę.
-A więc jesteś detektywem doradczym...
-Tak. Pewnie o mnie słyszałaś...- odpowiedziałem.
-Och, tak. Sporo.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci dźwięk skrzypiec. Lubię grać.- powiedziałem, przenosząc wzrok z jej twarzy na instrument.
-Nie. Poza tym nigdy nie słyszałam na żywo jak ktoś na nich gra.- po raz kolejny się uśmiechnęła. -Nie ma sensu dłużej czekać. Pojadę już po swoje rzeczy.
Wstała i poprawiła spódnicę.
-W takim razie do zobaczenia, Devon.- powiedziałem z lekkim uśmiechem.
-Do zobaczenia.- pożegnała się i wyszła.
Muszę przyznać, że wydawała się miła... i w miarę inteligentna. Jedynie zbyt często się uśmiechała.
sobota, 31 maja 2014
1.
poniedziałek, 19 maja 2014
Dziewczyna zombie
Mało co mnie interesowało. A już na pewno nie byli tym ludzie. Byli zwykli, byli zwykłymi szaraczkami. Po prostu byli nudni. Jednak tej dwójce przyglądałem się zaciekawiony, zadziwiając samego siebie.
Nie wyróżniali się zbytnio z tłumu. Byli nawet do siebie podobni. Oboje bladzi, z niezwykle jasnymi włosami. Chłopak był ubrany można powiedzieć dość elegancko. Dobrana koszula, nienagannie. Dziewczyna natomiast nie prezentowała się aż tak dobrze. Czarne, dość obcisłe spodnie, szara za duża koszulka wisiała na niej. Była wychudzona. Do tego jeszcze sińce pod oczami. Wyglądała jak żywy trup, niczym zombie z tandetnego filmu.
Nasuwa się pytanie; Co łączy ze sobą tych ludzi? To napewno coś więcej niż tylko jasne włosy i bladość. Wydawali się być zwyczajni, a jednak mnie zainteresowali do tego stopnia, iż sięgnąłem aby dowiedzieć się więcej.
Chłopak pracował w biurze, nic szczególnego. Miał dziwne imię. Był całkowicie zakochany w dziewczynie - zombie. Ona chyba też. Co do niej - lubiła kiedyś ćpać. Było to po niej widać. Szukała mieszkania. Z nie wiadomych powodów nie mogli zamieszkać razem, muszę dowiedzieć o tym więcej.
W mojej kieszeni zadzwonił telefon.
- Jim, ileż można czekać?! Obiad całkowicie wystygnie...- odezwał się kobiecy głos.
- Zaraz będę, mamo.- odpowiedziałem od niechcenia i rozłączyłem się.
Elegancki chłopak i dziewczyna - zombie znikali za rogiem. Z ich rozmowy dobiegło mnie jeszcze tylko nazwisko. Nazwisko, które stanowczo nie było nudne, nazwisko Holmes.
Nie wyróżniali się zbytnio z tłumu. Byli nawet do siebie podobni. Oboje bladzi, z niezwykle jasnymi włosami. Chłopak był ubrany można powiedzieć dość elegancko. Dobrana koszula, nienagannie. Dziewczyna natomiast nie prezentowała się aż tak dobrze. Czarne, dość obcisłe spodnie, szara za duża koszulka wisiała na niej. Była wychudzona. Do tego jeszcze sińce pod oczami. Wyglądała jak żywy trup, niczym zombie z tandetnego filmu.
Nasuwa się pytanie; Co łączy ze sobą tych ludzi? To napewno coś więcej niż tylko jasne włosy i bladość. Wydawali się być zwyczajni, a jednak mnie zainteresowali do tego stopnia, iż sięgnąłem aby dowiedzieć się więcej.
Chłopak pracował w biurze, nic szczególnego. Miał dziwne imię. Był całkowicie zakochany w dziewczynie - zombie. Ona chyba też. Co do niej - lubiła kiedyś ćpać. Było to po niej widać. Szukała mieszkania. Z nie wiadomych powodów nie mogli zamieszkać razem, muszę dowiedzieć o tym więcej.
W mojej kieszeni zadzwonił telefon.
- Jim, ileż można czekać?! Obiad całkowicie wystygnie...- odezwał się kobiecy głos.
- Zaraz będę, mamo.- odpowiedziałem od niechcenia i rozłączyłem się.
Elegancki chłopak i dziewczyna - zombie znikali za rogiem. Z ich rozmowy dobiegło mnie jeszcze tylko nazwisko. Nazwisko, które stanowczo nie było nudne, nazwisko Holmes.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)