Słysząc dzwonek do drzwi, Holmes nie ruszył się z miejsca. Zakładał, iż to ktoś do Devon. Jednak po kilku minutach, gdy jasnowłosa wciąż nie schodziła na dół, Sherlock powoli i niechętnie zszedł po schodach na dół, w kierunku drzwi wejściowych.
Gdy pociągnął za klamkę i jego oczom ukazał się pusty chodnik, poczuł coś na kształt lekkiego zawodu. Czy to możliwe, iż tylko zdawało mu się słyszeć dzwonek?
Zatrzasnął drzwi, po czym wrócił na górę.
***
Dziwniej zaczęło się robić dopiero w kolejnym tygodniu.
Pewnej nocy, bezsennej dla Sherlocka jak i Devon, gdy dwójka siedziała w salonie, nagle włączył się telewizor.
Urywane słowa z kolejnych programów brzmiały dość chaotycznie, jednak układały się w coś na kształt wiadomości.
"Uwierz(...)mój drogi.
(...) Jestem tuż obok."
Chwilę później była mowa o "słodkiej blondyneczce" która "lubiła się bawić". W tym momencie włączył się dokument o narkotykach.
***
9:44
Dokładnie o tej godzinie telefon Holmesa rozbrzmiał sygnałem przychodzącej wiadomości.
"Czy znalazłeś już swojego anioła? Jeśli nie, pomożemy Ci. Wyślij sms o treści(...)"
Brunet prychnął cicho pod nosem, po czym z irytacją odłożył telefon.
Kilka minut później usłyszał kolejny sygnał.
"Sherlock..."
Zmarszczył brwi widząc swoje imię. Przyjrzał się dokładnie numerowi.
"Chcę z tobą porozmawiać."
Wiadomość była wysłana z innego numeru. Zastanawiające.
Ku jego niezadowoleniu, w tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Devon pośpiesznie zbiegła po schodach, więc to najprawdopodobniej ktoś do niej.
Sherlock usiadł na kanapie, podkładając sobie poduszkę pod plecy.
Nie minęła chwila, a blondynka i jej domniemany chłopak pojawili się w salonie. Na nieszczęście również usiedli na kanapie.
Holmes westchnął ciężko, musząc słuchać ich nudnej rozmowy.
Zaczął czuć się odrobinę nieswojo, gdy Devon zażartowała o tym, iż Draco jest jej "upierdliwym aniołem stróżem". Jednak w pewnej chwili jasnowłosy chłopak obrócił się w jego stronę.
-Czy wierzy pan w anioły, panie Holmes?- jego głos był wyjątkowo łagodny, a lekki dreszcz na ciele bruneta wywołał ton z jakim ten wypowiedział jego nazwisko. To brzmiało wręcz czule. Czuł się zbity z tropu.
-Jestem niewierzący.- mruknął cicho jako odpowiedź, badając wzrokiem twarz chłopaka z niezwykłą zaciętością.
Ten tylko powoli pokiwał głową, widocznie zakłopotany i nieco onieśmielony.
Znów zaczęła się nudna rozmowa.
***
Kolejne pióra.
Wszędzie.
Niedługo pióra zaczną spadać z nieba.
Sherlock odłożył białe pióro na blat, po czym pospiesznie założył na siebie płaszcz. Obiecał, że zrobi zakupy.
Gdy wracał na Baker Street, kątem oka zauważył znajomą sylwetkę i prawie zakręciło mu się w głowie. Usłyszał sygnał wiadomości.
"Wiesz kim jestem, Sherlock?"
-Wiem.-szepnął sam do siebie, nie do końca świadomie. Musiał jak najszybciej wrócić do mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz