czwartek, 25 grudnia 2014

3. Pióra

Minęło trochę czasu i... Sherlock polubił Devon. Mimo, iż lubiła oglądać melodramaty lecące w telewizji.
A Devon...
Devon wbrew pozorom zniosła rękę leżącą w lodówce. Nie obyło się bez mdłości i zawrotów głowy, ale nie wyprowadziła się, co oznaczało że może uda jej się przetrwać w mieszkaniu na Baker Street.
I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie pewien czwartek.
Czwartek, dzień jak co dzień. Dzień w którym wszystko powinno być "normalne". Nawet w świecie detektywa. Jednak co, jeśli stało się coś, czego Sherlock Holmes nie mógł wyjaśnić?
***
Odkąd Devon wprowadziła się do mieszkania detektywa, nie śnił on o aniołach.
Nie wiedział, co to może znaczyć, a raczej o tym nie myślał. Uważał, że męczące sny dały mu już spokój.
W czwartek obudził się jak zwykle rano. Wpatrywał się chwilę w sufit, zastanawiając się czy czeka na niego dzisiaj jakaś ciekawa sprawa. Zaczynał się nudzić, co nie było dobre.
Usiadł na łóżku i odgarnął niesforne kosmyki włosów z czoła. Już miał wstawać, ale zauważył, że z boku, na granatowej kołdrze leży pióro. Białe pióro. Zmarszczył brwi i wziął je do ręki. Co za ptak mógłby je zgubić? I skąd wzięło się w jego sypialni?
Wstał, nałożył swój ciemnoniebieski szlafrok i z piórem w ręku udał się do kuchni.
Devon przygotowywała śniadanie dla siebie i dla niego. Gdy zauważyła bruneta wychodzącego z sypialni, uśmiechnęła się lekko.
-Dzień dobry, Sherlocku.
-Dobry.- mruknął zamyślony i usiadł przy stole. Obracał pióro, oglądając je z każdej strony.
Devon skończyła smażyć jajecznicę i nałożyła ją na dwa talerze. Postawiła jeden przed Sherlockiem, drugi zaś po przeciwnej stronie stołu. Zerknęła na bruneta zaciekawiona.
-Co robisz z tym piórem?
-Znalazłem je u siebie w sypialni. Nie wiem skąd się tam wzięło.- spojrzał na nią. -Masz może jakąś... teorię?
Devon tylko się zmieszała.
-Nie.. ale to trochę dziwne.-odpowiedziała, zaparzając Sherlockowi herbatę. Postawiła przed nim kubek, a sobie nalała wody. Usiadła naprzeciwko niego.
-Owszem, to dziwne...-odłożył pióro na bok. -Ale teraz... -spojrzał w talerz, a później na nią. -Smacznego, Devon.
-Nawzajem.-zaczęła powoli jeść jajecznicę.
Sherlock szybko opróżnił swój talerz, co raz zerkając na pióro, jakby miało się co najmniej poruszyć. Pośpiesznie wypił również herbatę i wstał z miejsca.
-Dziękuję za śniadanie.- zmusił się do uśmiechu w stronę jasnowłosej. Zabrał pióro ze stołu i poszedł do salonu. Zatrzymał się w wejściu, dostrzegając kolejne białe pióro leżące na podłodze, obok swojego fotela. Podniósł je i porównał z tym ze swojej sypialni. Były niemal identyczne, a więc należały do jednego gatunku ptaków.
-Devon?- zapytał z salonu. -Widziałaś, żeby to pióro leżało tutaj wcześniej?
-Chyba nie. -odpowiedziała, kończąc śniadanie.
Sherlock usiadł przy biurku i włączył laptop. Chciał sprawdzić w internecie jaki ptak może posiadać takie pióra.
Zawiódł się jednak. Nie znalazł żadnego gatunku występującego w Londynie. Zamknął laptop i udał się do swojej sypialni. Schował oba pióra do szuflady w biurku i spojrzał na swoje niepościelone łóżko. Chwilę tak stał, po czym pomyślał, że należałoby się ubrać. Zrobił więc tak, po czym wyszedł z pokoju i poszedł do łazienki. Przemył sobie twarz chłodną wodą i spojrzał w lustro.
Czy możliwe by..?
Pokręcił głową i uśmiechnął się pogardliwie.
Nie zwariował jeszcze do tego stopnia.
Wytarł twarz ręcznikiem i wyszedł z łazienki. Spojrzał na Devon zmywającą naczynia. Następnym razem on to zrobi.
By odgonić myśli od niewyjaśnionej sprawy, postanowił zagrać na skrzypcach. Skupi się tylko na melodii.
Podszedł do okna i chwycił instrument.
Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi.
9:44

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz