Minęło trochę czasu i... Sherlock polubił Devon. Mimo, iż lubiła oglądać melodramaty lecące w telewizji.
A Devon...
Devon wbrew pozorom zniosła rękę leżącą w lodówce. Nie obyło się bez mdłości i zawrotów głowy, ale nie wyprowadziła się, co oznaczało że może uda jej się przetrwać w mieszkaniu na Baker Street.
I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie pewien czwartek.
Czwartek, dzień jak co dzień. Dzień w którym wszystko powinno być "normalne". Nawet w świecie detektywa. Jednak co, jeśli stało się coś, czego Sherlock Holmes nie mógł wyjaśnić?
***
Odkąd Devon wprowadziła się do mieszkania detektywa, nie śnił on o aniołach.
Nie wiedział, co to może znaczyć, a raczej o tym nie myślał. Uważał, że męczące sny dały mu już spokój.
W czwartek obudził się jak zwykle rano. Wpatrywał się chwilę w sufit, zastanawiając się czy czeka na niego dzisiaj jakaś ciekawa sprawa. Zaczynał się nudzić, co nie było dobre.
Usiadł na łóżku i odgarnął niesforne kosmyki włosów z czoła. Już miał wstawać, ale zauważył, że z boku, na granatowej kołdrze leży pióro. Białe pióro. Zmarszczył brwi i wziął je do ręki. Co za ptak mógłby je zgubić? I skąd wzięło się w jego sypialni?
Wstał, nałożył swój ciemnoniebieski szlafrok i z piórem w ręku udał się do kuchni.
Devon przygotowywała śniadanie dla siebie i dla niego. Gdy zauważyła bruneta wychodzącego z sypialni, uśmiechnęła się lekko.
-Dzień dobry, Sherlocku.
-Dobry.- mruknął zamyślony i usiadł przy stole. Obracał pióro, oglądając je z każdej strony.
Devon skończyła smażyć jajecznicę i nałożyła ją na dwa talerze. Postawiła jeden przed Sherlockiem, drugi zaś po przeciwnej stronie stołu. Zerknęła na bruneta zaciekawiona.
-Co robisz z tym piórem?
-Znalazłem je u siebie w sypialni. Nie wiem skąd się tam wzięło.- spojrzał na nią. -Masz może jakąś... teorię?
Devon tylko się zmieszała.
-Nie.. ale to trochę dziwne.-odpowiedziała, zaparzając Sherlockowi herbatę. Postawiła przed nim kubek, a sobie nalała wody. Usiadła naprzeciwko niego.
-Owszem, to dziwne...-odłożył pióro na bok. -Ale teraz... -spojrzał w talerz, a później na nią. -Smacznego, Devon.
-Nawzajem.-zaczęła powoli jeść jajecznicę.
Sherlock szybko opróżnił swój talerz, co raz zerkając na pióro, jakby miało się co najmniej poruszyć. Pośpiesznie wypił również herbatę i wstał z miejsca.
-Dziękuję za śniadanie.- zmusił się do uśmiechu w stronę jasnowłosej. Zabrał pióro ze stołu i poszedł do salonu. Zatrzymał się w wejściu, dostrzegając kolejne białe pióro leżące na podłodze, obok swojego fotela. Podniósł je i porównał z tym ze swojej sypialni. Były niemal identyczne, a więc należały do jednego gatunku ptaków.
-Devon?- zapytał z salonu. -Widziałaś, żeby to pióro leżało tutaj wcześniej?
-Chyba nie. -odpowiedziała, kończąc śniadanie.
Sherlock usiadł przy biurku i włączył laptop. Chciał sprawdzić w internecie jaki ptak może posiadać takie pióra.
Zawiódł się jednak. Nie znalazł żadnego gatunku występującego w Londynie. Zamknął laptop i udał się do swojej sypialni. Schował oba pióra do szuflady w biurku i spojrzał na swoje niepościelone łóżko. Chwilę tak stał, po czym pomyślał, że należałoby się ubrać. Zrobił więc tak, po czym wyszedł z pokoju i poszedł do łazienki. Przemył sobie twarz chłodną wodą i spojrzał w lustro.
Czy możliwe by..?
Pokręcił głową i uśmiechnął się pogardliwie.
Nie zwariował jeszcze do tego stopnia.
Wytarł twarz ręcznikiem i wyszedł z łazienki. Spojrzał na Devon zmywającą naczynia. Następnym razem on to zrobi.
By odgonić myśli od niewyjaśnionej sprawy, postanowił zagrać na skrzypcach. Skupi się tylko na melodii.
Podszedł do okna i chwycił instrument.
Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi.
9:44
czwartek, 25 grudnia 2014
3. Pióra
niedziela, 19 października 2014
2.
Devon wróciła pół godziny później. Nie była sama.
Jej walizkę niósł dość wysoki chłopak, o włosach równie jasnych co jej. Skinął głową na powitanie siedzącemu w fotelu Sherlockowi i wniósł walizkę na górę, do pokoju Devon.
-Kim on jest?- zapytał Sherlock.
-To... można powiedzieć, że to mój chłopak.- odpowiedziała trochę niepewnie i przygładziła swoje włosy.
Sherlock tylko kiwnął głową i skierował swój wzrok na schodzącego po schodach blondyna. Ten stanął obok Devon i spojrzał na detektywa dość dziwnie.
Prawdopodobnie pracuje w biurze, przy papierach - ma delikatne dłonie. Raczej aspołeczny. Chorobliwie blady i...
Sherlock poczuł się dziwnie, gdy spojrzał w szare oczy chłopaka. Po chwili odwrócił wzrok, wstał powoli z fotela i wyciągnął w jego stronę rękę.
-Sherlock Holmes.
-Draco... Herondale.-uścisnął jego dłoń i uśmiechnął się lekko.
Sherlock uśmiechnął się sztucznie i puścił jego rękę. Blondyn cofnął się nieco i zwrócił do Devon.
-Chyba już pójdę... Miałem tylko ci pomóc.
Devon kiwnęła głową. Cmoknął ją w policzek, po czym odwrócił się do detektywa.
-Do widzenia, Sherlocku.- rzucił w jego stronę z trochę dziwnym uśmiechem i ruszył w kierunku schodów.
sobota, 9 sierpnia 2014
Nie żałuję
Anioły powinny być posłuszne niebu.
Nie jestem posłuszny niebu.
Anioły powinny bronić ludzi.
Bronię ludzi.
Anioły powinne być zawsze rozważne.
Nie jestem zawsze rozważny.
Anioły powinny pozbywać się demonów.
Pozbywam się demonów.
Anioły nie powinny ukazywać emocji.
Ukazuję emocje.
Anioły nie powinny być posłuszne człowiekowi.
Jestem posłuszny człowiekowi.
Anioły nie powinny spoufalać się z ludźmi.
Przepraszam.
Nie jestem idealnym aniołem.
Ale...
Nie żałuję.
wtorek, 22 lipca 2014
Być człowiekiem
Być człowiekiem.
Czy jest to trudne? Sam jeszcze nie wiem, dopiero zaczynam.
Pętla, która zacisnęła się na szyi He... znaczy teraz mojej szyi, wisi samotnie. Jestem w ciele trupa, ale moje serce bije. Specyficzne uczucie.
Zrobiłem kilka kroków, weszłem na most.
Było tak cicho...
***
-Zachowujesz się inaczej.- powiedziała tydzień później, siadając obok mnie.
Być człowiekiem.
To trudniejsze, niż by się zdawało.
-Wydaje ci się.- odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.
Nie była do końca przekonana. Wysłałem sam do siebie smsa, aby jak najszybciej stąd wyjść.
-Wybacz, muszę iść.- nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, schowałem telefon do kieszeni i szybkim krokiem udałem się w stronę drzwi wyjściowych.
***
Być człowiekiem. To bardzo trudne.
Ludzie odczuwają tyle różnych emocji.
Smutek, strach, złość, zakłopotanie, szczęście, satysfakcja, zauroczenie... miłość.
Jak tu się w tym nie pogubić?
Szczególnie gdy nie miało się nigdy z nimi bezpośredniego kontaktu.
***
Chciałbym go dotknąć, chociaż podać dłoń.
Czuję coś dziwnego.
Ugh.
Trzymaj się zasad, mówi głos w mojej głowie.
Czuję... rozpacz? Może, nie wiem.
sobota, 28 czerwca 2014
Retrospekcja
Przywiązałem linę do mostu. Myślę, że jest wystarczająco mocna.
Jest po 2 w nocy. Na szczęście po tej okolicy jeździ niewiele samochodów. Pociągnąłem z całej siły za linę. Z całą pewnością wytrzyma mój ciężar. Wstałem i oparłem się o balustradę. Nie miałem już nic. Nic do stracenia. Byłem spokojny i zdecydowany.
Przełożyłem głowę przez pętlę, przeszłem przez balustradę i zrobiłem swój ostatni krok do przodu.
sobota, 31 maja 2014
1.
~Sherlock...
Widzę jakąś postać. Jest ukryta jakby za mgłą. Gdzie ja jestem?
~Sherlock...
Postać znika, aby pojawić się tuż za mną.
~Mam dla ciebie wiadomość, Sherlock.
Próbuje dojrzeć twarz dziwnej istoty. Na pewno nie jest człowiekiem. Mgła utrudnia mi zadanie.
~Spokojnie, Sherlock.
Wtedy zdaje sobie sprawę, że mój oddech jest przyśpieszony, serce bije bardzo szybko.
~Posłuchaj mnie teraz uważnie. To co ci za chwilę powiem, zaważy na twoim życiu.
Chwila... ta postać ma... skrzydła! Białe skrzydła... Co się ze mną dzieje...?
~Sherlock!
Moje oczy natychmiast zwróciły się w miejsce w którym prawdopodobnie znajdowała się ukryta twarz.
~Sherlocku, musisz wiedzieć, że każdy posiada swojego anioła.
Anioły? Gdybym jeszcze wierzył w takie rzeczy...
~Twój anioł niebawem cię odszuka.
Zmarszczyłem brwi.
~Pojawi się jasny anioł, który odkupi twoją duszę, lub pchnie ją w ciemność. Będzie to zależało jedynie od ciebie...
Szczerze w to wątpie.
-To wszystko?- pytam znudzony.
W mojej głowie rozbrzmiewa głos.
~Widzę, że uwierzysz dopiero, gdy ujrzysz go na własne oczy...
Mgła zagęszcza się. Słyszę trzepot skrzydeł. Anioł, tak, myślę że to mógł być anioł, znika. Z góry powoli zlatuje, prosto w moje ręce białe pióro.
***
Budzę się, ciężko oddychając. Już któryś raz śni mi się to samo.
Anioły, anioły.
Ugh, uspokój się.
Powoli, bardzo powoli zaczynam wierzyć w swoje sny. Jest ze mną coraz gorzej. Do tego jeszcze nie mam żadnej ciekawej sprawy.
Może dzisiaj będzie lepiej? Przed południem ma zjawić się tutaj mój nowy współlokator... lub współlokatorka. Wiadomo, że nikt nie zastąpi Johna, ale jeśli ta osoba wykaże jakiekolwiek pokłady inteligencji, to może będę mógł chociaż z kimś porozmawiać.
Zerknąłem na zegar. Była dokładnie 4.44. Za każdym razem, gdy kończył się sen z aniołem była dokładnie ta godzina. Podniosłem się do pozycji siedzącej i odgarnąłem ręką włosy z czoła. Dookoła panowała niczym niezmącona cisza. Słyszałem jedynie swój stopniowo uspokajający się oddech. Nie było sensu siedzieć w łóżku, więc poszedłem się ubrać, a następnie doprowadzić się do ładu. Stanąłem przed lustrem w łazience i wziąłszy grzebień do ręki zawzięcie próbowałem rozczesać włosy. Gdy jakimś cudem mi się udało, mimowolnie pomyślałem o śniadaniu. Odgoniłem od siebie tą myśl. Przecież jadłem kilka dni temu. Umyłem zęby, poprawiłem koszulę i udałem się do salonu by usiąść w swoim fotelu, spojrzeć smutnym wzrokiem na fotel Johna, chwycić skrzypce i grając, pogrążyć się w myślach o aniołach.
***
-Dzień dobry, aniołku.
To była pierwsza rzecz jaką usłyszałam po przebudzeniu. Mrugnęłam kilka razy i spojrzałam na Draco, który uśmiechał się niepewnie.
- Dzień dobry.- odpowiedziałam. - Która godzina?
-Jest po 10.- powiedział, przeczesując palcami swoje jasne włosy. -Spokojnie, zdążysz. Zrobiłem ci śniadanie.
Wskazał ręką na stojący nieopodal stolik.
-Dziękuję.- odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Przeciągnęłam się i poszłam ubrać. Gdy wróciłam, Draco siedział przy stole z rękami złożonymi pod brodą.
Usiadłam obok niego i zaczęłam jeść.
-Przykro mi, że nie możesz mieszkać ze mną.- powiedział zawiedzionym głosem.
- Przecież nie masz na to wpływu. Nic się nie dzieje.- uśmiechnęłam się blado i przykryłam jego dłoń swoją.
Spojrzał mi w oczy.
-Miejmy nadzieję, że twój współlokator będzie miły.- powiedział cicho.
-Miejmy nadzieję.
Dokończyłam śniadanie, naszykowałam się i ruszyłam pod wskazany adres, na Baker Street.
***
Około godziny 11 z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek. To zapewne moja współlokatorka. Nie miałem ochoty ruszać się z fotela. Pani Hudson pewnie ją wpuści. Gdy usłyszałem głosy na schodach, przestałem grać.
Spraw dobre wrażenie - usłyszałem w głowie głos Johna.
Potarłem delikatnie skroń.
W tej chwili do środka weszła pani Hudson i jasnowłosa dziewczyna.
-Dzień dobry, panie Holmes.- przywitała się i posłała mi delikatny uśmiech.
-Dzień dobry. Proszę mówić mi Sherlock.- wstałem i podałem jej rękę.
Przyjrzałem jej się dokładnie. Miała anemiczny wygląd, była wychudzona. Pod jej oczami widniały jasnofioletowe sińce, których zbytnio nie starała się ukryć, choć starannie się umalowała. Ubrana była w dosyć drogie rzeczy, ale nie należała do ludzi szczególnie zamożnych. Ubrania kupił jej ktoś inny. Być może była w związku z kimś bogatym. Ale skoro tak, to dlaczego szuka współlokatora? Hmm...
Średni wzrost. Była ode mnie niższa. Miała niezwykle jasne włosy... chyba już gdzieś widziałem ten kolor.
Zapewne wyglądałem na zamyślonego dłuższy czas, bo gdy uspokoiłem myśli, dziewczyna niespokojnie na mnie patrzyła. Zreflektowałem się.
-Przepraszam, zamyśliłem się. Niech pani usiądzie.- wskazałem na fotel na którym tak niedawno siedział mój przyjaciel. Sam też usiadłem.
-Mów mi Devon.- powiedziała i posłusznie usiadła. Rozejrzała się dookoła i przygładziła swoją grzywkę sięgającą brwi.
-Podoba mi się. Przytulnie tutaj.- spojrzała na mnie i niepewnie się uśmiechnęła.
-Rozumiem, że się wprowadzasz?- zapytałem obojętnym tonem.
-Tak.- odparła. -Muszę tylko pojechać po swoje rzeczy. Założyła nogę na nogę.
-A więc jesteś detektywem doradczym...
-Tak. Pewnie o mnie słyszałaś...- odpowiedziałem.
-Och, tak. Sporo.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci dźwięk skrzypiec. Lubię grać.- powiedziałem, przenosząc wzrok z jej twarzy na instrument.
-Nie. Poza tym nigdy nie słyszałam na żywo jak ktoś na nich gra.- po raz kolejny się uśmiechnęła. -Nie ma sensu dłużej czekać. Pojadę już po swoje rzeczy.
Wstała i poprawiła spódnicę.
-W takim razie do zobaczenia, Devon.- powiedziałem z lekkim uśmiechem.
-Do zobaczenia.- pożegnała się i wyszła.
Muszę przyznać, że wydawała się miła... i w miarę inteligentna. Jedynie zbyt często się uśmiechała.
poniedziałek, 19 maja 2014
Dziewczyna zombie
Nie wyróżniali się zbytnio z tłumu. Byli nawet do siebie podobni. Oboje bladzi, z niezwykle jasnymi włosami. Chłopak był ubrany można powiedzieć dość elegancko. Dobrana koszula, nienagannie. Dziewczyna natomiast nie prezentowała się aż tak dobrze. Czarne, dość obcisłe spodnie, szara za duża koszulka wisiała na niej. Była wychudzona. Do tego jeszcze sińce pod oczami. Wyglądała jak żywy trup, niczym zombie z tandetnego filmu.
Nasuwa się pytanie; Co łączy ze sobą tych ludzi? To napewno coś więcej niż tylko jasne włosy i bladość. Wydawali się być zwyczajni, a jednak mnie zainteresowali do tego stopnia, iż sięgnąłem aby dowiedzieć się więcej.
Chłopak pracował w biurze, nic szczególnego. Miał dziwne imię. Był całkowicie zakochany w dziewczynie - zombie. Ona chyba też. Co do niej - lubiła kiedyś ćpać. Było to po niej widać. Szukała mieszkania. Z nie wiadomych powodów nie mogli zamieszkać razem, muszę dowiedzieć o tym więcej.
W mojej kieszeni zadzwonił telefon.
- Jim, ileż można czekać?! Obiad całkowicie wystygnie...- odezwał się kobiecy głos.
- Zaraz będę, mamo.- odpowiedziałem od niechcenia i rozłączyłem się.
Elegancki chłopak i dziewczyna - zombie znikali za rogiem. Z ich rozmowy dobiegło mnie jeszcze tylko nazwisko. Nazwisko, które stanowczo nie było nudne, nazwisko Holmes.